Translate

sobota, 15 lipca 2017

It's so easy

Mr Browstone

Mr Duff Mckagan

Welcome to the Jungle - Guns n Roses London 16.06.2017

Guns n Roses w Londynie





Miałam okazję poczytać wiele na temat koncertu Guns n Roses w Londynie i nie tylko . Śledzę ich reaktywację ze Slashem i Duffem Mckaganem od samego początku . Ale recenzje to nie to samo co ich występ na żywo . Byłam tam . Widziałam ich . Osobiście wraz z mężem pojechaliśmy na koncert Gunsów do Londynu na stadion Olimpijski Elizabeth Queen 16 czerwca 2017.


















Samo wejście na stadion nie zrobiło na mnie wrażenia . Nie sprawdzali specjalnie nas . Bardzo mnie to zdziwiło tym bardziej ze po ostatnich zamachach w Anglii powinno zwiększyć bezpieczeństwo ... ale mniejsza o to .
O godzinie 20:45 - czyli 10 minut opóźnienia usłyszeliśmy Looney Tunes - aby wreszcie zobaczyć ICH . Moich ukochanych idoli sprzed lat . WYMIATACZA Slasha , DUFFA super basistę i rudzielca z niesamowitym głosem AXLA Rose . Te trzy postacie są dla mnie najważniejsze - oczywiście każdemu fanowi Gunsow marzy się aby Izzy Stradlin zagrał i Steven Adler ale to chyba jest niemożliwe .
It's so easy , mr Browestone , Nightrain , November rain , Coma , My Michelle, Rocket Queen..... niesamowity wykon Slasha z Ojca Chrzestnego Oraz Sweet Child o Mine  - elektryzujà.
Chłopaki nankoniec zaspiewali PARADISE CITY co dało niesamowita atmosferę wraz z petardami
 i tłumem który śpiewał słynne wersy piosenki

....Take me down to the paradise city
Where the grass is green and the girls are pretty
Take me home (oh won't you please take me home)
Take me down to the paradise city
Where the grass is green and the girls are pretty
Take me home (oh won't you please take me home)......

Oczywiście popłakałam się na November Rain . Tak bardzo chciałam przeżyć to z Robertem . 
Axl zasiadł za swoim pianinem i słynna ballada zabrała nas aż do gwiazd . 
Koncert trwał 3 godziny i te 3 godziny były najpiękniejsze co ostatnio mnie spotkało ..... Może koniec
Złych wiadomości już ...Może wszystko zmierza ku lepszemu ....

Miejsce koncertu: Stadion Olimpijski w Londynie
Pojemność obiektu: 80 000 (koncerty), 60 000 (imprezy sportowe)
Support: - The Kills, Tyler Bryant & the Shakedown
Otwarcie bram: 15:00
Support: Tyler Bryant & the Shakedown: 17:45
Support: The Kills: 18:35
Godzina rozpoczęcia: 19:45
Godzina zakończenia: 22:30

Lista utworów:

00. Intro/Looney Tunes/McBob
01. It's so easy
02. Mr Brownstone
03. Chinese Democracy
04. Welcome To The Jungle
05. Double Talkin' Jive
06. Better
07. Estranged
08. Live And Let Die
09. Rocket Queen
10. You Could Be Mine 
11. You Can't Put Your Arms Around A Memory / Attitude
12. This I Love
13. Civil War / Voodoo Child Outro
14. Yesterdays
15. Coma
16. Guitar Solo/Speak Softly Love (Godfather Theme) (Slash instrumentalnie)
17. Sweet Child O' Mine 
18. My Michelle
19. Wish You Were Here (cover Pink Floyd, Slash i Richard Fortus instrumentalnie) / Layla (intro i outro) (cover Derek and Dominos)
20. November Rain 
21. Only Woman Bleed (intro) / Knockin' On Heavens Door 
22. Nightrain

Bisy:
23. Jam (Melissa) / Black Hole Sun (Soundgarden cover)
24. Patience
25. The Seeker (The Who cover)
26. Paradise City




 Moja recenzja jest słaba. 
Bo tam trzeba być aby poczuć tą energię - dreszczyk emocji .....

Na chwilę zapomniałam o chorobie. 

26 sierpnia mamy ślub kościelny . . . Powoli się szykujemy i prawdę mówiąc - moja choroba to temat podrzędny teraz.... Chcę być na chwilę "normalna" .



czwartek, 6 lipca 2017

jestem wciąż i chcę być

Mam chemioterapię paliatywną... Czyli taką która nie leczy ale pomaga ujarzmić ból . Ja nie pogodzę się do końca swojego życia z tą chorobą. Bóg mi zabrał zdrowie i wierzę w niego że pozwoli mi je odzyskać. Ja tak bardzo chce żyć - dla mojego dziecka - dla męża - dla swojej rodziny . Chcę wciąż być potrzebna. Gdyby nie RAK wrócili byśmy do Polski - takie były plany ... A teraz muszę tu być , żyć i męczyć się. Wolałabym mieć rodzinę blisko ... W razie mojego odejśćia czułabym się bezpieczna i kochana... Boję się samotnośći a jeszcze bardziej boję sie śmierci w domu przy moim dziecku .. NIE mam już na to wpływu ... Mogę prosić tylko Boga o danie mi czasu - bycia mamą jeszcze przez parę dobrych lat . Chciałam być mamą i jestem  . Maks jest planowanym dzieckiem. A teraz mam odejść ?? no jaaaaaaak :(:( Boże błagam cię ne zabieraj mnie mojemu dziecku .. Błagam o zdrowie ..

niedziela, 12 marca 2017

Rak jest jak LOTTO - nie wiesz czy nie wypadnie na ciebie

Pewnie wielu z was zastanawia sie jak to jest chorować na raka.. Otóż ja nigdy wcześniej o tym nie myślałam - ale samo słowo RAK powodowało u mnie dreszcze .
Ta choroba mnie dopadła w 2016 roku - miałam 34 lata...
Wcześniej byłam zdrowa - silna - uśmiechnięta ...
W 2015 roku wyjechaliśmy do Gdańska pod namiot - chodząc po piasku bardzo pękały mi stopy. Nie wiem może to już był objaw tego ze w moim organizmie sie coś niedobrego dzieje .
Ja używałam kremów ale do lekarza nie poszłam. Wróciliśmy do Anglii i jakoś tak czas leciał. Jednego poranka jak wychodziłam na zakupy - zdrętwiała mi szyja i prawy policzek . Takie mrówki mi przeszły . Myślałam ze to od kawy . Miesiąc pózniej - a były to święta Bożego Narodzenia znalazłam w piersi guzek . Powiedziałam o tym teściowej - a ona na to żebym nie żartowała. Wiec zbagatelizowalam problem. Pracowałam na weekendy po 12-14 godzin... Nie miałam do tego głowy .
Ale przyszedł styczeń 2016 a w tej piersi wciąż ten guzek był - i co gorsza zrobiły sie rozstępy .... Zastanowiło mnie to wiec poleciałam do mojego GP. Po badaniu dostałam SKIEROWANIE DO KLINIKI PIERSI . I tak sie to wszystko zaczęło.... 17 lutego 2016 usłyszałam diagnozę RAK PIERSI  .

Przeszłam 6 cyklii chemioterapii , dwie operacje i 20 sesji radioterapii . ... W miesiąc po zakończeniu leczenia , kiedy brałam tamoxifen bardzo zaczęła mi dokuczać ręka. Z początku nie powiedziałam tego opiekunce bo myślałam ze to po radioterapii ... Ale bolała mnie coraz bardziej wiec zaczęłam sie "macać" ... I znów znalazłam ziarenko groszku - byłam przerażona. Powiedziałam to Claire(mojej opiekunce) - załatwiła mi termin do lekarza i biopsje .
Ta biopsja nie była przyjemna - ta lekarka chyba była rasistką . Nie chciała mi  tego zrobić bo twierdziła ze ona na usg nie widzi nic . Ale mój lekarz sie uparł ze ma zrobić i koniec.

1 luty 2017 - kolejna diagnoza - WZNOWA. 
Dalsze badania .
Poleciałam do Polski na pare dni.
Odpoczęłam. 
Wróciłam.
Kolejna diagnoza - podejrzewają najgorszy rodzaj raka .
Szok. 
Dlaczego ja . 
Dlaczego ???
Potwierdziło sie .
Jestem POTRÓJNIE UJEMNA .
KOLEJNY SZOK .
Płacz. 
Mam dwa guzy - znikome szanse na przeżycie roku.

Zgodziłam sie na chemię eksperymentalna , kolejne badania , badania genetyczne , tomografie i rezonans w innym szpitalu . Castle Hill Hospital koło Hull. 

Strach . 
Ból. 
Załamanie którego nikt nie rozumie.
Wszyscy płytko mówią ze BĘDZIE DOBRZE. Nienawidzę tego słowa. Jest takie PUSTE.
Ta choroba jest nie do przewidzenia . Mam Maksia który daje mi napęd do życia. Obowiązki których nie zaniedbuje , staram sie jak mogę by moja rodzina nie odczuła mojej choroby tak bardzo . 
Ale wciąż jest we mnie strach ze przewroce sie i już nie wstanę .

Czy ja będę w tych 2% ludzi którzy przezyli chemioterapię ?
Czy dostanę kolejna szanse na życie? 

Tak bardzo chce żyć . Patrzeć jak moje dziecko rośnie , rozwija sie , przechodzi dojrzewanie , ma pierwsze miłości... Dlaczego Bóg chce mi to wszystko odebrać - zła byłam ? Co ja takiego zrobiłam ze mnie tak bardzo ukarał ?? 

Nie pale, sama gotuje, jeździłam na rowerze gdy tylko mogłam - pare razy w tygodniu . 

Choroba nie wybiera - dziś ja JUTRO MOŻE DOPAŚĆ CIEBIE. Nie jesteśmy niezniszczalni. 

Tylko ja wiem jak cierpię. Mogę udawać na milion sposobów ze wcale tak nie jest ale w środku czuje sie skrzywdzona przez los.