Translate

niedziela, 12 marca 2017

Rak jest jak LOTTO - nie wiesz czy nie wypadnie na ciebie

Pewnie wielu z was zastanawia sie jak to jest chorować na raka.. Otóż ja nigdy wcześniej o tym nie myślałam - ale samo słowo RAK powodowało u mnie dreszcze .
Ta choroba mnie dopadła w 2016 roku - miałam 34 lata...
Wcześniej byłam zdrowa - silna - uśmiechnięta ...
W 2015 roku wyjechaliśmy do Gdańska pod namiot - chodząc po piasku bardzo pękały mi stopy. Nie wiem może to już był objaw tego ze w moim organizmie sie coś niedobrego dzieje .
Ja używałam kremów ale do lekarza nie poszłam. Wróciliśmy do Anglii i jakoś tak czas leciał. Jednego poranka jak wychodziłam na zakupy - zdrętwiała mi szyja i prawy policzek . Takie mrówki mi przeszły . Myślałam ze to od kawy . Miesiąc pózniej - a były to święta Bożego Narodzenia znalazłam w piersi guzek . Powiedziałam o tym teściowej - a ona na to żebym nie żartowała. Wiec zbagatelizowalam problem. Pracowałam na weekendy po 12-14 godzin... Nie miałam do tego głowy .
Ale przyszedł styczeń 2016 a w tej piersi wciąż ten guzek był - i co gorsza zrobiły sie rozstępy .... Zastanowiło mnie to wiec poleciałam do mojego GP. Po badaniu dostałam SKIEROWANIE DO KLINIKI PIERSI . I tak sie to wszystko zaczęło.... 17 lutego 2016 usłyszałam diagnozę RAK PIERSI  .

Przeszłam 6 cyklii chemioterapii , dwie operacje i 20 sesji radioterapii . ... W miesiąc po zakończeniu leczenia , kiedy brałam tamoxifen bardzo zaczęła mi dokuczać ręka. Z początku nie powiedziałam tego opiekunce bo myślałam ze to po radioterapii ... Ale bolała mnie coraz bardziej wiec zaczęłam sie "macać" ... I znów znalazłam ziarenko groszku - byłam przerażona. Powiedziałam to Claire(mojej opiekunce) - załatwiła mi termin do lekarza i biopsje .
Ta biopsja nie była przyjemna - ta lekarka chyba była rasistką . Nie chciała mi  tego zrobić bo twierdziła ze ona na usg nie widzi nic . Ale mój lekarz sie uparł ze ma zrobić i koniec.

1 luty 2017 - kolejna diagnoza - WZNOWA. 
Dalsze badania .
Poleciałam do Polski na pare dni.
Odpoczęłam. 
Wróciłam.
Kolejna diagnoza - podejrzewają najgorszy rodzaj raka .
Szok. 
Dlaczego ja . 
Dlaczego ???
Potwierdziło sie .
Jestem POTRÓJNIE UJEMNA .
KOLEJNY SZOK .
Płacz. 
Mam dwa guzy - znikome szanse na przeżycie roku.

Zgodziłam sie na chemię eksperymentalna , kolejne badania , badania genetyczne , tomografie i rezonans w innym szpitalu . Castle Hill Hospital koło Hull. 

Strach . 
Ból. 
Załamanie którego nikt nie rozumie.
Wszyscy płytko mówią ze BĘDZIE DOBRZE. Nienawidzę tego słowa. Jest takie PUSTE.
Ta choroba jest nie do przewidzenia . Mam Maksia który daje mi napęd do życia. Obowiązki których nie zaniedbuje , staram sie jak mogę by moja rodzina nie odczuła mojej choroby tak bardzo . 
Ale wciąż jest we mnie strach ze przewroce sie i już nie wstanę .

Czy ja będę w tych 2% ludzi którzy przezyli chemioterapię ?
Czy dostanę kolejna szanse na życie? 

Tak bardzo chce żyć . Patrzeć jak moje dziecko rośnie , rozwija sie , przechodzi dojrzewanie , ma pierwsze miłości... Dlaczego Bóg chce mi to wszystko odebrać - zła byłam ? Co ja takiego zrobiłam ze mnie tak bardzo ukarał ?? 

Nie pale, sama gotuje, jeździłam na rowerze gdy tylko mogłam - pare razy w tygodniu . 

Choroba nie wybiera - dziś ja JUTRO MOŻE DOPAŚĆ CIEBIE. Nie jesteśmy niezniszczalni. 

Tylko ja wiem jak cierpię. Mogę udawać na milion sposobów ze wcale tak nie jest ale w środku czuje sie skrzywdzona przez los. 


piątek, 10 marca 2017

Jestem.

Żeby nie było - wciąż jestem. Czekam na wyniki genetyczne - BRCA negatywny czy pozytywny .
Coraz mocniej odczuwam ból związany z chorobą - boli mnie bardzo całe ramię. Momentami tak bardzo że aż słabnę. Siadam na kanapie i czekam aż mi minie. Tylko że to nie mija. To jest cały czas.
Boli mnie całymi dniami i nocami - to jest bardzo dołujące . Staram się jak mogę - ale ten ból który odczuwam bez przerwy zabiera mi siły, apetyt i chęć do życia. Jestem nerwowa - zła i mam depresje. Ciągle włącza mi się czarny humor.

Robert mi znów nie pomaga. Ok - jest chory i zmęczony... Ja nie narzekam . Nie chce głośno rozpowiadać jaka to ja jestem biedna i pokrzywdzona przez los bo co .... bo mam raka. Bez sensu. A kogo to obchodzi wogóle.
Nikogo nie obchodzi nawet fakt ze mnie boli cały bok - czuje ciągłe zmęczenie , jestem rozdrażniona i u kresu sił. Mam obowiązki wobec synka. Nie zostawię go , bo go kocham . Robert przychodzi z pracy i ma wszystko podane na tacy. Nie sprząta w domu od dobrych 4 lat. Gary - myje jak go poproszę, ale często się o to obraża - że wogóle mam czelność go prosić. Jego życie po pracy to KANAPA i PIWO. Lub spanie po 3-4 godziny . Czasem mam wrażenie że nie interesuje go świat i my. Jestem śmiertelnie chora ale nie mam taryfy ulgowej - wciąż jestem wykorzystywana w tym domu jako sprzątaczka, praczka , kura domowa. Po nim często sprzątam - jakieś brudne skarpety z pokoju rzucone koło materaca, chusteczki - jakieś papierki po słodyczach .... Gary w zlewie - to codzienność....

A jego ucho boli i już umiera.

Nie będę się rozpisywać bo to temat rzeka.

Nie chciałam żeby mama przylatywała , ale chyba mama najlepiej mnie zrozumie . Jestem zmęczona , chora i potrzebuje odpoczywać.


 Spacer w PEOPLE PARK w Grimsby





Z synkiem Maksiem , Kasią w People Parku w Grimsby - słynny park z kaczkami






niedziela, 26 lutego 2017

Powrót z Polski - koniec i poczatek

Wróciłam z Polski. Byłam tam na pare dni . Lecąc czułam się identycznie jak rok temu - kiedy usłyszałam ta sama diagnozę. Czułam , ze lecę sie pożegnać ze wszystkimi . Ale wszyscy - moi znajomi i przyjaciele nie dali mi się pożegnać. Wręcz przeciwnie otrzymałam od nich dawkę super pozytywnej energii na dalsza walkę z rakiem. Andżelika przyleciała aż z Niemiec na ten jeden wieczór żeby się ze mną zobaczyć... Do tej pory jak o tym pomyśle mam łzy w oczach i cieszę się ze mam takich prawdziwych przyjaciół. Ela wszystko zorganizowała , był Paweł z Robertem z Chrzanowa , moi bracia - Klaudia i Krzesia - no i dobry humor :) . W Polsce czułam ze żyje - codziennie miałam coś do zrobienia . Moje dziecko dostało antybiotyk bo zapalenie węzłów chłonnych go złapało - no i anemia... Oj będziemy z tym walczyć bo on nie chce jeść :( ....

Nie widziałam się tylko z Maćkiem co mnie bardzo boli .. Nawet z Gabrysia i jej mężem zdążyłam się spotkać . Mój chrzestny z Tych przyjechał z ciocia Wanda . Oj wesoło było. Jestem silna - będę walczyć . Nie pokona mnie Raczysko. Nie dam się tak łatwo. Mam dla kogo żyć .

A poza tym nie chce jeszcze leżeć na Górce za tęczowym mostem bo tam jest zimno i wieje .

Dziękuje wszystkim wam - moi przyjaciele za to ze was mam . Kiedy przychodzi czas załamania - warto się wzajemnie wspierać . To bardzo pomaga. Myśle ze jak wyjdę z tego , przyjdzie czas ze i ja sie wam odwdzięczę.

Kocham was.

Wasza Monia. Silna babka.


piątek, 3 lutego 2017

Mój rak powrócił...

Myslalam ze to koniec mojej walki z choroba . A tymczasem zaczynam od nowa . Jestem załamana .
Przeszłam 8 miesięcy ciężkiego leczenia. 1 lutego dowiedziałam się ze mam wznowe. Pół roku po chemioterapii. Jestem tak załamana ze aż napisałam do pani Kasi - psycholog fundacji rak nad roll. Chyba sama nie przejdę tego - potrzebuje pomocy.


czwartek, 1 grudnia 2016

1 grudnia 2016

Kiedy byłam mała chciałam lecieć samolotem . Bawiłam się w piaskownicy
I z koleżankami krzyczeliśmy PANIE PILOCIE DZIURA W SAMOLOCIE !
To było dawno temu - te czasy już nie wrócą . Teraz tym samolotem latam i nie robi to na mnie
Już takitakiego  wrażenia... ale dym po spalonym paliwie na niebie nadal uwielbiam oglądać . Jak on
się rozchodzi potem ...wracam właśnie z mojej 19 stej sesji radioterapii. Jutro mam ostatnia.
Jestem już zmęczona. Mam nadzieje ze jestem czyta od raka już - w życiu nie przyszło by mi do
głowy ze zachoruje . Rak jest jak loteria - chwyta losowo i nigdy nie wiesz czy nie jesteś na JEGO liście. 23 dni do wigilii - 30 do końca tego okropnego roku ...


piątek, 25 listopada 2016

25.11.2016

Jutro minie rok jak moja Bella umarła. Biedna psica.. Ale tak jak ona nikt nie wie co komu jest pisane.. Jadę na 15 sesje radioterapii do Cottingham - Castle Hill Hospital. Bardzo fajna obsługa.. A same naświetlenia nie są takie straszne . Codziennie mam transport zapewniony .. minusem jest to ze strasznie grzeją w tych autach ... Jedzila ze mną pani Zosia ale ona już skończyła ja kończę za tydzień  i mam nadzieje ze to koniec i ze Raczysko mi się nie wróci .. Niestety dzieci nie mogę więcej miec przynajmniej przez 10 lat :( .... No ale żyje i to się liczy. Mój misio chory zaś ...