Translate

piątek, 8 grudnia 2017

Krzyyyyyycze !!!!!!

To jest chore !!!!!!!!! Robert grozi mi ze mi zabierze Maksa !!!!! To jakiś cyrk jest ??? Ktoś mi dał tragiczna role ??? Co to ma być !!! Powiedziałam mu ze zachowuje się Jak mój ojciec swego czasu - to zaczął się na mnie drzeć - on jest psychicznie chory . Niezrownowazony . Wyzwał mnie i powiedział ze moja mama jest nienormalna . Nazwałam go kretynem . I wtrąciła się jego matka - oboje mnie wyzwali - naskoczyli na mnie - bo wiedza ze nie mogę się obronić . Jestem tutaj sama . Nie mam nikogo . Napisałam do mojego kumpla - poradził mi żebym zadzwoniła na policję . Jeszcze się wstrzymałam . Ale jutro jak mi Robert przyjdzie pijany to zadzwonię bo się go boje . Zagraża mojemu zdrowiu i życiu . Poprzez ślub już całkiem zniszczyłam sobie życie . To nie ten mężczyzna miał być u mojego boku . Żałuje .

Chce żyć .
Ale on niszczy moje życie .
Jestem nieszczęśliwa przez niego .
Ten blog .
To jest mój ból i niemy krzyk .

Ciąg dalszy tematu ...

Widziałam od ciebie Gosiu komentarze. Tak dokładnie tak się czuje - jak Kopciuch. Najgorsze to jest to ze on mnie źle traktuje przy swojej rodzinie i dał im przyzwolenie ze robią ze mną to samo . Jego brat - dla niego jestem kimś kogo on nienawidzi - kimś kogo można obsmarować . Tak również potraktował moich rodziców , kiedy u mnie byli . Wydarł się na nich , co nie daje mu takiego prawa bo jest dla nich osobą obcą. Ja jestem pomiatana . Cokolwiek w domu nie zrobie - obraca się to przeciwko mnie . A robię dużo więcej mimo złego stanu zdrowia i złego samopoczucia .
Sprzątam , gotuje , chodzę na zakupy . Mam porażenie nerwów i boli mnie całe ciało - czasem tak bardzo ze nie jestem w stanie nawet unieść kubka z herbata . Ale i tak wg Roberta jestem leniem , bo nie pracuje - nie robię nic i długo śpię do południa . Według niego wydaje tez za dużo pieniędzy i na pierdoly . W ostatnim czasie - tydzień temu wreszcie kupiłam sobie kurtkę zimowa . Nie miałam , a idą minusowe temperatury . I już awantura bo wydaje na siebie za dużo kasy .
Płace polowe rachunków . Tak się umówiliśmy . Dostaje swojego zasiłku 530 funtów z czego ponad 300 idzie na opłaty . Dostaje tez benefity na Maksa - 50 idzie na muzykę - reszta na jedzenie . Ja nie mam tutaj miejsca żeby sobie pozwolić tylko na siebie wydawać . Chciałabym zdrowo się odżywiać ,  ale teściowa woli pół lodówki wędlin nakupić niż owoce . Wędlin nie jem bo zrezygnowałam z nich .  Są przetworzone za mocno . A poza tym źle się po nich czuje . Na owoce mnie nie stać - bo przychodzi czwartek i nie ma kasy z naszego limitu tygodniowego w portfelu ....
Roberta stać na papierosy co tydzień 40 funtów plus codziennie piwo - na tydzień to jest około 30 dodatkowych funtów . Jeśli mam to wszystko wyliczać to on dokładnie tylko na swoje potrzeby wydaje 70 funtów  tygodniowo .
To niesprawiedliwe . Ja zrezygnowałam ze zdrowego odżywiania plus z basenu . Bo to są koszty . A on mi wypomina ze na siebie wydaje 🤬. Jest emocjonalnie niedojrzały i nie powinien mnie mieć ani Maksa . Powinien być sam . Mój ojciec kiedy pił zachowywał się identycznie . Jak dwie krople wody . To jest zachwianie emocjonalne - spowodowane piciem . Problem alkoholowy . Zmiana nastrojów . Znam to od dziecka . Tak się zachowuje alkoholik . I nikt i nic mi nie powie ze on nie ma z tym problemu . Teraz wyzywa się na mnie , a potem przerzuci to na Maksa . Już czasem jego zachowanie do naszego dziecka mnie zastanawia . Jego kara - wg niego super - to zamykanie go w pomieszczeniu  np. W kuchni . Poszłam kiedyś na górę oglądać tv . I szybko zeszłam bo moje dziecko miało aż spuchnięte oczy z płaczu taka mu wymyślił super karę nie myśląc o jej konsekwencjach . Kiedy Maks jest ze mną to nie płacze , nie krzyczy i nie jest nerwowy ... boje się go zostawiać z Robertem czy z teściowa . Ona mu wszystkiego zabrania - tego nie wolno , tego nie bierz , tam nie idź , po co to  robisz , nie biegaj , nie krzycz i ciagle wmuszają w niego rzeczy których nie lubi . Noe chce jeść jajek i wędliny . A oni go zmuszają wręcz na sile . Dużo by tu wyliczać . Ja mam nerwy i tyle . Ich zachowanie powoduje u mnie niewyobrazalny stres . Robert to dziecko - ma w domu wszystko . Przychodzi z pracy - i już pierwsze co robi to sięga po piwo . Obiad ma zrobiony , w domu nie ma żadnych - kompletnie obowiązków . Spacery z nami ? Jakie ? Nie pamietam kiedy ostatni raz się zapytal czy mi coś potrzeba . Ciagle są tylko jego potrzeby , on jest najbardziej pokrzywdzony - ja mu tez zabrałam całą swobodę . Nic nie może - biedak . Jest OGRANICZONY przeze mnie . Jak mi to wygarnął . Wszyscy maja koło niego tańczyć . Od kiedy ja zachorowałam - wszyscy współczują Robertowi . A on używa przemocy psychicznej w stosunku do mnie . Wyzywa się na mnie . Bo jestem chora . Do niczego przecież się nie nadaje już .
A to piwo pije aż do wieczora . Mnie to juz wręcz obrzydzenie bierze bo ile można na tą śmierdząca gębę patrzeć . A w pokoju jak śpimy to czasem śmierdzi gorzej jak z gorzelni . On już nawet śmierdzi jak nie pije . Jego oddech jest przesiąknięty piwem . ochyda. Całe moje leczenie i jego postawa do mnie to jedna wielka ściema  . Byle otoczenie mu współczulo. Ja w tym wszystkim jestem tylko marionetka - i dosłownie jego kopciuchem - do wyzywania mnie i kopania w najczulszy punkt . Wie ze nie odejdę przez chorobę . Nie ucieknę i nie wyjadę do Polski z Maksiem . Czekam na dalsze leczenie . Ale mam ochotę wogole już nie angażować go w pomaganie mi . Mam koleżankę której bardziej ufam niż jemu . Już po pierwszym roku leczenia z jego ust usłyszałam ze przeze mnie stracił urlop . Wiec o czym ja wogole mówię .....



poniedziałek, 20 listopada 2017

Smutno mi jest ...

I znów kłótnia stulecia ... Nie mam już siły . Bóg mnie skazał na cierpienie . Widocznie taki mój los jest z którym się nie pogodzę . Jestem chora . Mam IV stadium nowotworu . Długo się oszukiwałam , ze będzie dobrze . A przecież to jest niewyleczalne. W tv ciagle słyszę ze zmarła z powodu raka lub ze walczył / walczyła z długa choroba .... Ja tez podzielę ten los . A mój mąż jak zwykle zgotował mi piekło i to jest motywacja do walki ? Staram się - dwoje żeby miał dobrze . Jest księciem który w domu nie ma totalnie obowiązków . Nawet jego majtki niosę mu do szuflady jak wyschną z prania , zbieram brudne skarpetki z podłogi które mi rzuca po pokoju - robię obiad - sprzątam mieszkanie , dbam o nasze dziecko kiedy on po pracy się kładzie spać nie raz na 3 godziny . A wciąż twierdzi ze to ja śpię i nie robię nic . Ze jestem leniem . Ze on pracuje i ze on wymaga ode mnie .... Nie dam rady  tak dłużej . Nie jestem twarda babka . Nie mam już siły na jego widzimisie. Nie narzekam , nie mówię nigdy o sobie . Przeszłam w sumie 12 chemioterapii a jeszcze sporo przede mną . Czuje się po nich źle . Straciłam sprawność której mi strasznie brakuje . Boli mnie cała prawa strona , mam skurcze w różnych częściach ciała , tył głowy boli mnie od dwóch tygodni , nerki mi wysiadają i momentami to jest potworny ból a on mi takiego gwoździa wbija w plecy . Ze nie nadaje się do niczego . To tak jakby uznał ze NIE PRACUJE I JESTEM DLA NIEGO NIKIM w tym momencie . A przecież mam swoje pieniądze i nie żyjemy tylko z jego wypłaty. .potraktowal mnie gorzej niż psa .  Mam dość jego nastrojów i humorów . Ucieklabym stąd . Ale nie mogę mam Maksa którego nie zostawię . Z nim napewno nie . On ma problem z piwem . Pije je już po pracy jak tylko wróci do domu . I pije je tak do wieczora . Leżąc na kanapie lub siedząc w fotelu . Spacer z nami ?? Jest zbyt zmęczony żeby poświecić czas rodzinie .
To chore jest .
Jak mnie braknie to będzie strasznie pokrzywdzony . Mam nadzieje ze wielu z was nie będzie wam go szkoda . Wiele rzeczy jest na pokaz - na przykład wspieranie mnie w chorobie . W pracy mówi ze musi jechać ze mną na chemie po czym mi wypomina ze znów stracił dzień urlopu . Ze nie miał urlopu przeze mnie od dłuższego czasu . Naprawdę nie życzę nikomu żeby kiedyś znalazł się w takim położeniu w jakim ja jestem teraz . Rak zabrał mi wolność . Nie mogę nawet pojechać do rodziny bo ciagle coś .
Boże błagam spraw cud i pomóż mi odzyskać zdrowie ..... ja muszę żyć . amen .

wtorek, 7 listopada 2017

Ciemna Gwiazda

I znów ten sam temat .. Robert znów gwiazdorzy . Małe dziecko które zachowuje się jak dupek . Jak zwykle próbuje moje życie zamienić w piekło . Nie uda mu się bo ja mam swój prywatny szczęśliwy świat . A wiec - ma posprzątane w domu - obiad zrobiony - po pracy może spać ile chce , bo Maksio ma opiekę moja lub babci .. a jeszcze się obraza jak mały dzidziuś . Mam uczucie ze muszę przy nim skakać i tu jest problem . Bo wypielam dupę. Mam uczucie ze czeka na moja smierć już . Pewnie ma kogoś - ucieka ode mnie jakbym parzyła . Ale ja tez mam uczucia i coraz częściej mi „czegoś” brakuje . Oglądałam ostatnio film o kobiecie chorej na raka - jej związek tez przechodził to co nasz i poszła w bok . A ja nie chce . Ale ... idę spać . Jestem rzeziebiona , boli mnie gardło i martwi mnie fakt ze ta chemia nie pomogła za wiele ... w płucu progresja :( masakra boje się coraz bardziej .

czwartek, 2 listopada 2017

Walka

Wstaje rano z myślą - Jestem . Obudziłam się wiec wciąż żyje . Planuje kolejny dzień . Nie mogę nic zaplanować w miesiąc w przód bo nie wiem czy dożyje. Wycieczka ? Urlop? Odpada . Nie wiem czy będzie jakieś jutro .. Mam ostatni IV stopień raka . Może mnie zdmuchnąć w każdej chwili . Cieszę się każdym dniem, każda chwila spędzona z moja rodzina .. tym ze wciąż żyje . Ale jestem tez coraz bardziej smutna . Boli mnie znów coraz bardziej . Ciężko jest funkcjonować z takim bólem . Milczę.
Nie chce żeby każdy wiedział jak cierpię . Po co . Wole udawać . A są momenty ze zapominam o tym , ze wogole mam raka . Są przypadki wyleczenia z tak ciężkiej choroby . Chciałabym być tym przypadkiem . Mój lekarz mi nie ułatwia tego . Miał wysłać papiery z wynikami badań do Londynu a wciąż tego nie zrobił . Londyn czeka . Ja czekam . To moja ostatnia szansa . Badania kliniczne . Tabletki stabilizujące chorobę . Brałabym je i żyła . Jestem chodząca bomba . Co z tego ze ja chce żyć jak ta choroba nie odpuszcza . Ona ma swój rozum i żyje własnym życiem w moim ciele. Rak jest inteligentny. Ale póki walczę , póki jestem . Nie poddam się .

środa, 25 października 2017

znów jest 25 października ;)


Moje 36 urodziny . 

Wczoraj zasypiając myślałam o tym .. myślałam o początku roku jak dowiedziałam się o tej diagnozie. Bałam się że nie dożyję moich 36 urodzin. Straszne to jest . A dziś zamiast się cieszyć - myślę czy tak miało być - na nagrobku będzie Monika Truszkowska żyła lat 36 :( o nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee. 

Nie chcę. 

Jak wyjść z tego raka . Czy oprócz chemii mogę sobie jakoś pomóc. Jestem trójujemna . Guzy są lekooporne - silne , ciężkie do leczenia . Czytałam na internecie , że są przypadki wyleczenia . Mój lekarz ma "kurwiki" w oczach . On mnie nie zostawi samej sobie. Jak leczenie w Londynie nie wypali - to on mi będzie podawał każdy rodzaj chemii aż może zareagują. problem w tym , że drastycznie teraz spadła mi hemoglobina. Dał mi dwa miesiące na regenerację. Jestem wymemlana , zmęczona - ale ciągle gotowa do walki . Choroba mnie nie zdołała złamać. 
Nie poddam się. 

A dzisiaj ... Chciałabym ten dzień po swojemu świętować. Alkoholu nie piję. Słodyczy nie jem .... zaszaleje i nakupię sobie owoców !!! Nażre się aż pęknę. Idę do Zosi. Będę z Zosią się obżerać. Maks jest w Polsce z babcią. 

Mogę pękać. 




poniedziałek, 23 października 2017

Koniec pierwszej chemii




23.10.2017

Skończyłam pierwszy etap siedmiu kursów chemii- Carboplatin i Gemcitabina. Miałam mieć osiem ale moje ciało się zbuntowało i powiedziało DOSC . Pojawila się reakcja alergiczna .... oj jak ja się tego boję.. Jeszcze pamietam tamten rok jak o mało nie zeszłam z tego świata z powodu chemii . Straszne uczucie . Straszne uczucie - podnosi się ciśnienie , pojawiają się wypieki i kręci się w głowie . Zawał albo wylew murowany . Dostałam leki po których dwa dni chodziłam wstecz .
Z tego powodu miałam dziś wizytę u onkologa .. miałam milion pytań do niego .. otóż wysłał mnie do Londynu tydzień temu do kliniki z nadzieja ze dostanę bardziej nowoczesne leki . Ale - No właśnie , to miało być darmowe na NHS . Niestety klinika jest prywatna , a co za tym idzie , są opłaty . Za wszystko się płaci . Próbujemy ustalić spotkanie z tym samym lekarzem przez NHS . Nie wiadomo jednak czy leczenie - CLINICAL TRIAL - jest dostępne przez NHS. Ono jest bardzo drogie . Mój lekarz powiedział ze jak nie ma go przez NHS to mam rezygnować a on spróbuje mi dobrać inne chemie . Ale ja nie chce ciagle lewitować między życiem a śmiercią . Wiem ze to jest nieuleczalne - jednak czytałam ze są przypadki wyleczenia z tego właśnie raka w IV stadium , ostatnim z przerzutami . Wiec póki żyje jest nadzieja . Zapisałam się na stronie GOFUNDME .  Zbieram na leczenie bo nie poddam się . Jeśli uzbieram potrzebna kwotę to będę leczyła się w Londynie. Wstępnie powiedzieli nam 5 tys funtów (!!!!!) to jest ogromna kwota . Ale może ona wzrosnąć . Mysle ze dowiem się z czasem o ile . Jestem załamana tym ze coś takiego mnie dopadło
I ciagle wyobrażam sobie mojego Maksia jak płacze bo tęskni za mną . Ja nie mogę się poddać. Nie zostawię go - tak długo czekalismy na nasze dziecko . I po około 5 latach się udało wreszcie , a teraz mam go zostawić nie ma opcji .... ;(
Wyciągnęli mi dzisiaj picc line z ręki - odpocznę dwa miesiące . Czeka mnie tomografia jeszcze czy te guzy już nie rosną . I czy nie ma dalszych przerzutów . Jestem chodząca bombą.

Usiadłam sobie na tv teraz - pooglądam bzdury . Podaje linka do mojego profilu . Jeszcze będę nad nim pracować .  Muszę przetłumaczyć na język angielski i podać polskie konto :/ . W życiu nie powiedziałabym , ze mi życie napisze taki scenariusz . Z choroba się nigdy nie pogodzę . Śmierci się boje . Ale najbardziej boje się o moje dziecko ...... proszę o wsparcie ❤️❤️❤️❤️❤️❤️

Hi everyone, please click here to support my GoFundMe campaign, cancer treatment: https://www.gofundme.com/pmucm-cancer-treatment?pc=sms_db_co2876_v1&rcid=afcfcedf2ecc49dda104c96fe5aea8f0