Translate

czwartek, 7 września 2017

Jak to jest żyć z rakiem

Cały czas chodzi mi po głowie myśl aby się w końcu TU na blogu wykrzyczeć . Mam 35 lat i przyszło mi zmierzyć się z jedna z najbardziej śmiertelnych chorób na świecie. Rak piersi .
Jestem młodą, energiczna i zawsze uśmiechnięta osobą. Dlaczego więc zaatakował mnie nowotwór . Tego nie wiem ja ani lekarze. Być może jakieś czynniki działające na raz w jednym czasie spowodowały te zmiany . No cóż muszę z tym żyć . A jak to wygląda teraz - No cóż każdy dzień jest ważny . Staram się planować coś - robić . Wstaje rano szykuje jedzenie dla swojego małego uczniaka . Ma pięć lat i powoli wchodzi w pierwszy etap "tego" wieku mini buntowniczego . O swojej chorobie myślę często ale nie wchodzę w paranoje . Cały czas mam nadzieje że te komórki gdzieś po drodze jednak zostaną zniszczone . Czeka mnie długie leczenie - kończę tą chemię, potem Londyn i kolejne badania do chemii eksperymentalnej i kolejna chemioterapia .. ale po drodze mam zamiar żyć dla siebie i dla rodziny :) a być może mi się uda . Obiecałam "Bozi" ze pójdę na pielgrzymkę jak będzie wszystko dobrze .

A teraz z innej beczki - coś co chodzi mi po głowie - dwa tygodnie temu powiedzieliśmy sobie TAK przed ołtarzem . To była ciężka decyzja dla mnie . Ale chciałam mieć czyste sumienie . Dwa lata temu mieliśmy się rozstać - przyszła ta choroba i wciąż jesteśmy . Nawet bliżej niż przedtem .  Tylko wciąż mnie denerwuje pare rzeczy .. Robert nadal chce abym była kucharka , sprzątaczką itp . Nie pomaga mi w domu wogóle . Ma dwie lewe ręce do sprzątania i jest leniwy . Pracuje i wypomina mi to ciagle ŻE ON PRACUJE . Ale przepraszam bardzo ... Czy wstawanie codziennie rano o 7 - czy to niedziela , sobota czy dzień tygodnia - bo Maks tak wstaje , robienie śniadania - prowadzenie go do szkoły , pójście na zakupy ( czasem i 2 godzinne bo wszędzie jest tu daleko ) , sprzątanie domu ( koleją godzina a czasem dwie !!!) , robienie obiadu ( też około 2) . Pójście do szkoły po dziecko i do końca dnia zajmowanie się nim to nie jest praca ? To dniówka jest . Moja choroba wzięła się z ciągłego zmęczenia . Ja byłam przemęczona . To mój mąż śpi po pracy po 2-3 godziny - nigdy nie zapytał mnie czy ja jestem zmęczona , czy nie mam ochoty się położyć - i nigdy nie zaproponował
Sam z siebie że zostanie z dzieckiem a ja mogłabym odpocząć .... w dodatku po obiedzie leci szybko spać , a ja muszę po nim myć gary . O taki hest właśnie Robert . Wygodny . Leniwy i w dodatku codziennie pije po 4-6 piw . Dzień w dzień od prawie 9 lat . W weekendy zdarza mu się pić więcej . I wciąż uważa że nie ma z tym problemu .....

Gdyby nie moja choroba - już dawno wróciłabym do domu . W Polsce miałabym blisko swoją rodzinę.
  Ech życie czasem pisze ciężkie scenariusze i nie trzeba filmów oglądać .... muszę się zbierać coś zjeść bo mam dziś "chemię" .




sobota, 15 lipca 2017

It's so easy

Mr Browstone

Mr Duff Mckagan

Welcome to the Jungle - Guns n Roses London 16.06.2017

Guns n Roses w Londynie





Miałam okazję poczytać wiele na temat koncertu Guns n Roses w Londynie i nie tylko . Śledzę ich reaktywację ze Slashem i Duffem Mckaganem od samego początku . Ale recenzje to nie to samo co ich występ na żywo . Byłam tam . Widziałam ich . Osobiście wraz z mężem pojechaliśmy na koncert Gunsów do Londynu na stadion Olimpijski Elizabeth Queen 16 czerwca 2017.


















Samo wejście na stadion nie zrobiło na mnie wrażenia . Nie sprawdzali specjalnie nas . Bardzo mnie to zdziwiło tym bardziej ze po ostatnich zamachach w Anglii powinno zwiększyć bezpieczeństwo ... ale mniejsza o to .
O godzinie 20:45 - czyli 10 minut opóźnienia usłyszeliśmy Looney Tunes - aby wreszcie zobaczyć ICH . Moich ukochanych idoli sprzed lat . WYMIATACZA Slasha , DUFFA super basistę i rudzielca z niesamowitym głosem AXLA Rose . Te trzy postacie są dla mnie najważniejsze - oczywiście każdemu fanowi Gunsow marzy się aby Izzy Stradlin zagrał i Steven Adler ale to chyba jest niemożliwe .
It's so easy , mr Browestone , Nightrain , November rain , Coma , My Michelle, Rocket Queen..... niesamowity wykon Slasha z Ojca Chrzestnego Oraz Sweet Child o Mine  - elektryzujà.
Chłopaki nankoniec zaspiewali PARADISE CITY co dało niesamowita atmosferę wraz z petardami
 i tłumem który śpiewał słynne wersy piosenki

....Take me down to the paradise city
Where the grass is green and the girls are pretty
Take me home (oh won't you please take me home)
Take me down to the paradise city
Where the grass is green and the girls are pretty
Take me home (oh won't you please take me home)......

Oczywiście popłakałam się na November Rain . Tak bardzo chciałam przeżyć to z Robertem . 
Axl zasiadł za swoim pianinem i słynna ballada zabrała nas aż do gwiazd . 
Koncert trwał 3 godziny i te 3 godziny były najpiękniejsze co ostatnio mnie spotkało ..... Może koniec
Złych wiadomości już ...Może wszystko zmierza ku lepszemu ....

Miejsce koncertu: Stadion Olimpijski w Londynie
Pojemność obiektu: 80 000 (koncerty), 60 000 (imprezy sportowe)
Support: - The Kills, Tyler Bryant & the Shakedown
Otwarcie bram: 15:00
Support: Tyler Bryant & the Shakedown: 17:45
Support: The Kills: 18:35
Godzina rozpoczęcia: 19:45
Godzina zakończenia: 22:30

Lista utworów:

00. Intro/Looney Tunes/McBob
01. It's so easy
02. Mr Brownstone
03. Chinese Democracy
04. Welcome To The Jungle
05. Double Talkin' Jive
06. Better
07. Estranged
08. Live And Let Die
09. Rocket Queen
10. You Could Be Mine 
11. You Can't Put Your Arms Around A Memory / Attitude
12. This I Love
13. Civil War / Voodoo Child Outro
14. Yesterdays
15. Coma
16. Guitar Solo/Speak Softly Love (Godfather Theme) (Slash instrumentalnie)
17. Sweet Child O' Mine 
18. My Michelle
19. Wish You Were Here (cover Pink Floyd, Slash i Richard Fortus instrumentalnie) / Layla (intro i outro) (cover Derek and Dominos)
20. November Rain 
21. Only Woman Bleed (intro) / Knockin' On Heavens Door 
22. Nightrain

Bisy:
23. Jam (Melissa) / Black Hole Sun (Soundgarden cover)
24. Patience
25. The Seeker (The Who cover)
26. Paradise City




 Moja recenzja jest słaba. 
Bo tam trzeba być aby poczuć tą energię - dreszczyk emocji .....

Na chwilę zapomniałam o chorobie. 

26 sierpnia mamy ślub kościelny . . . Powoli się szykujemy i prawdę mówiąc - moja choroba to temat podrzędny teraz.... Chcę być na chwilę "normalna" .



czwartek, 6 lipca 2017

jestem wciąż i chcę być

Mam chemioterapię paliatywną... Czyli taką która nie leczy ale pomaga ujarzmić ból . Ja nie pogodzę się do końca swojego życia z tą chorobą. Bóg mi zabrał zdrowie i wierzę w niego że pozwoli mi je odzyskać. Ja tak bardzo chce żyć - dla mojego dziecka - dla męża - dla swojej rodziny . Chcę wciąż być potrzebna. Gdyby nie RAK wrócili byśmy do Polski - takie były plany ... A teraz muszę tu być , żyć i męczyć się. Wolałabym mieć rodzinę blisko ... W razie mojego odejśćia czułabym się bezpieczna i kochana... Boję się samotnośći a jeszcze bardziej boję sie śmierci w domu przy moim dziecku .. NIE mam już na to wpływu ... Mogę prosić tylko Boga o danie mi czasu - bycia mamą jeszcze przez parę dobrych lat . Chciałam być mamą i jestem  . Maks jest planowanym dzieckiem. A teraz mam odejść ?? no jaaaaaaak :(:( Boże błagam cię ne zabieraj mnie mojemu dziecku .. Błagam o zdrowie ..